KAMILOWY KROK

February 12th, 2005

SKOKI NARCIARSKIE Adam Małysz po raz pierwszy od ponad czterech lat zajął w konkursie Pucharu Świata niższe miejsce od kolegi z reprezentacji! Absolutną hegemonię mistrza przerwał młodziutki Kamil Stoch. W przedolimpijskiej próbie na skoczni w Pragelato najlepiej wypadł Matti Hautamaeki

To się w końcu musiało stać. Nikt jednak zapewne nie przypuszczał, że stanie się już we włoskim Pragelato. Adam Małysz nie błyszczał co prawda w czasie czwartkowych serii treningowych, ale podczas kwalifikacji uzyskał aż 140,5 m, ustanawiając rekord skoczni, na której za rok powalczy o olimpijski medal. Zasygnalizował naprawdę wysoką formę. Inna sprawa, że Kamil Stoch zajął w kwalifikacjach wysokie ósme miejsce, potwierdzając tylko świetną dyspozycję. To przecież on wywalczył trzy dni temu w Zakopanem srebrny medal mistrzostw Polski. Radził sobie też najlepiej z biało-czerwonych w ostatnich zawodach Pucharu Kontynentalnego.

Od Kuopio do Pragelato
Po raz ostatni mistrz Adam przegrał z kolegą z reprezentacji 2 grudnia 2000 roku w fińskim Kuopio. Rzecz działa się kilkanaście dni przed tym jak rozpętała się małyszomania. W konkursie-loterii, któremu towarzyszyły silny wiatr oraz mgła (z tego powodu rozegrano tylko jedną serię!) dwudziesty był Wojciech Skupień, a dwudziesty trzeci Małysz. Zwyciężył Matti Hautamaeki przed Noriakim Kasai i Michaelem Uhrmannem.

Już po kwalifikacjach większość zawodników narzekała na konstrukcję olimpijskiego obiektu. Mówiło się, że nie jest nowoczesna, a Niemcy nazwali ją wręcz komiczną. Po wczorajszym konkursie Michael Uhrmann zmienił już pewnie zdanie, ale faktem jest, że skocznia ma swoje wady. Przede wszystkim często wieje na niej w plecy. Tak było w czwartek, i tak było wczoraj, kiedy wiatr wskazywał swoich ulubieńców i swoje ofiary.

W czasie pierwszej serii wiaterek kręcił stawką w różne strony. Skaczący na początku Kamil Stoch uzyskał 118,5 m, co dało mu ósmą pozycję. Na szóstej znalazł się natomiast przedstawiciel gospodarzy Stefano Chiapolino, zapewniając Włochom pierwsze punkty PŚ od czasów Roberta Cecona. Małysz nie trafił najlepiej. Przy tylnych podmuchach uzyskał 122 metry, plasując się na piątym miejscu. W porównywalnych warunkach Martin Hoelwarth skoczył 115,5 m. Najwięcej szczęścia miał Matti Hautamaeki, ale trzeba Finowi oddać, że potrafił też szczęściu pomóc. W finałowej serii potwierdził wysoką formę, zapewniając swojej reprezentacji trzynasty pucharowy triumf w sezonie. Małysz znów nie pokazał za to pełni umiejętności, 117,5 m zepchnęło go na dziewiątą lokatę. Mistrz narzekał na warunki i zapewniał, że to tylko wypadek przy pracy. Stoch lądował cztery metry dalej i dwa oczka wyżej w klasyfikacji konkursu.
- To wspaniałe uczucie. Nie spodziewałem się, że w najbliższej przyszłości uda mi się wyprzedzić Adama – przyznał niespełna 18-letni skoczek LKS Poroniec Poronin po tym jak wywalczył pierwsze punkty PŚ w karierze. Trzy pierwsze oczka w sezonie zdobył z kolei Marcin Bachleda.

Drużyna wystąpi
W sobotę o godz. 16.15 konkurs drużynowy. Polacy pierwotnie mieli w nim nie startować, co złośliwy komentowali jednoznacznie – orły nie chcą sobie psuć humorów przed mistrzostwami świata. Trener Heinz Kuttin zmienił jednak zdanie, a trzech Polaków w serii finałowej wczorajszych zawodów zmieni może opinię złośliwych. Dobrze byłoby zatrzeć fatalne wrażenie po drużynówce w Willingen, gdzie kilka tygodni temu Polacy zajęli dziesiąte miejsce.

Puchar Świata w Pragelato
1. Matti Hautamaeki (Finlandia) 263,1 (132,5/134,5)
2. Michael Uhrmann (Niemcy) 239,4 (126,5/129,0)
3. Thomas Morgenstern (Austria) 233,7 (125,0/126,5)
4. Martin Hoellwarth (Austria) 218,0 (115,5/129,5)
5. Stephan Hocke (Niemcy) 216,5 (118,0/127,0)
6. Jakub Janda (Czechy) 213,5 (118,0/124,5)
7. Kamil Stoch (Polska) 209,0 (118,5/121,5)
8. Rok Benkovic (Słowenia) 207,4 (116,5/124,0)
9. Adam Małysz (Polska) 206,6 (122,0/117,5)
10. Andreas Widhoelzl (Austria) 201,3 (125,0/111,0)
28. Marcin Bachleda (Polska) 160,3 (111,5/104,5)
43. Mateusz Rutkowski (Polska) 70,3 (103,5)

Klasyfikacja generalna
1. J. Ahonen 1526
2. M. Hoellwarth 1086
3. R. Ljoekelsoey 1078
4. A. Małysz 1023
5. J. Janda 1019
6. T. Morgenstern 978
7. A. Widhoelzl 762
8. M. Hautamaeki 725
9. M. Uhrmann 580
10. R. Jussilainen 434

Puchar Narodów
1. Austria 3841
2. Finlandia 3266
3. Norwegia 2335
4. Niemcy 2238
5. Japonia 1455
6. Czechy 1261
7. Polska 1152
8. Słowenia 782

Kamil Stoch
Data urodzenia: 25 maja 1987 roku w Zakopanem.
Stan cywilny: kawaler.
Hobby: muzyka, komputery.
Języki: angielski, niemiecki.
Pseudonim: brak.
Klub: LKS Poroniec Poronin.
Trener klubowy: Stanisław Trebunia-Tutka.
Pierwsze punkty PŚ: Pragelato 2005.

Autor artykułu: Wojciech Koerber

Wracam do ciepłych krajów

February 11th, 2005

Rozmowa z Drażenem Besekiem, trenerem piłkarzy Zagłębia Lubin

* Jak minęła podróż z Antalyi?
- Dziękuję, bardzo dobrze. Trochę w środę byliśmy zmęczeni, bo wróciliśmy o godz. 2 nad ranem, ale już o godz. 15 wszyscy wstawiliśmy się na zajęciach. W Turcji mieliśmy komfortowe warunki. Trawiaste boiska i temperatury w okolicach 10 stopni. Do Antalyi zima bowiem nie dotarła.

* Na cztery spotkania, trzy wygraliście, a jedno zremisowali. Czyżby Zagłębie było już w wysokiej formie?
- Sparingi to nie pojedynki o ligowe punkty. Ale, ja wychodzę z założenia, że skoro wychodzi się na boisko – nie ważne w jakich okolicznościach – to trzeba walczyć o zwycięstwo. I tak też robili moi gracze. Jestem bardzo zadowolony z ich pracy oraz profesjonalnego podejścia do swoich obowiązków.

* W Turcji szansę otrzymała też młodzież. Z jakim skutkiem?
- Jakub Puchalski, Marcin Pietroń i Marcin Żebrowski pokazali, że warto w nich inwestować. Po za tym w każdej chwili mogli liczyć na pomoc starszych kolegów, Grześka Nicińskiego i Andrzeja Szczypkowskiego, podstawowych twarzy naszego zespołu.

* Z nowych zawodników na razie macie tylko Macieja Iwańskiego. Będzie wzmocnieniem Zagłębia?
- On także nie boi się pracować i powinien pasować do naszej koncepcji. Potrzebuje jednak trochę czasu, aby przestawić się z II na I ligę.

* Nie obyło się jednak bez problemów. Tomasz Salamoński musiał wcześniej wrócić do kraju.
- Codziennie rozmawiałem z nim przez telefon. Z jego nogą wszystko jest w porządku. Na pewno przejdzie szczegółowe badania i raczej pojedzie z nami do Turcji. Bo do ciepłych krajów wracamy już we wtorek.

* Właśnie. Znacie już rywali spotkań sparingowych?
- Nie do końca. Na pewno zmierzymy się z Arsenałem Kijów oraz drużyną z Danii, której nazwy jeszcze nie znam. Pozostałych przeciwników ustalają nam menedżerowie.

* W Lubinie będą jeszcze wzmocnienia?
- Potrzebujemy obrońcę, defensywnego pomocnika oraz napastnika. Ale nic na siłę. Jeżeli nie znajdziemy nikogo, też sobie poradzimy.

Autor artykułu: Ireneusz Maciaś

Śląsk wkracza do akcji

February 11th, 2005

Jutro i w niedzielę podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza czekają pierwsze sparingi

Po obozie górskim w Zieleńcu, lider III ligi wychodzi na boisko. Już jutro (godz. 11) na stadionie na Niskich Łąkach zespół trenera Ryszarda Tarasiewicza zmierzy się z Chrobrym Głogów. W niedzielę (także godz. 11) w Dzierżoniowie rywalem Śląska będzie Górnik Polkowice.
Sztab szkoleniowy głównego kandydata do awansu do II ligi wciąż nie może liczyć na Jakuba Małeckiego.
-Na razie odwiedza pływalnię i chodzi na zabiegi rehabilitacyjne. Za tydzień będzie miał robione zdjęcie rentgenowskie złamanej nogi. Wtedy zadecydujemy, co dalej – mówi Zbigniew Słobodzian, kierownik zespołu z Oporowskiej.
Wygląda na to, że jedynym wzmocnieniem trzecioligowców będzie młody Grzegorz Wan z Zagłębia Lubin.
- Nie oznacza to, że przystąpimy do rozgrywek osłabieni. Do wysokiej formy wrócił Darek Filipczak. Normalnie trenują już Darek Sztylka i Robert Rosiński – dodaje Słobodzian.
Wydział Dyscypliny PZPN przesunął termin spłacenia długów wobec Arkadiusz Aleksandra, Krzysztofa Pyskatego, Piotra Włodarczyka i trenera Mariana Putyry na 17 lutego. Prawdopodobnie jednak Śląsk otrzyma jeszcze dodatkowy tydzień, gdyż WD dopiero się konstytuuje.

Autor artykułu: (im)

Co, Gdzie, Kiedy

February 11th, 2005

Piątek, 11 lutego
BOKS
Turniej Grand Prix, hala ul. Krupnicza 15 we Wrocławiu, godz. 17 – ćwierćfinały (wstęp wolny).

KOSZYKÓWKA
I liga kobiet: MKS MOS Wrocław – Pogoń Siedlce, hala ul. Parkowa, godz. 18.

NARCIARSTWO KLASYCZNE
Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików i Juniorów Młodszych w Biegach Narciarskich, Polana Jakuszycka, godz. 10.

PIŁKA NOŻNA
Mecze sparingowe: Górnik Polkowice – Heko Czermno, stadion OSiR w Dzierżoniowie, godz. 11.

Zagłębie Lubin – Groclin Grodzisk Wielkopolski, boczne boisko przy ul. Skłodowskiej-Curie, godz. 14.

Sobota, 12 lutego
BOKS
Turniej Grand Prix, hala ul. Krupnicza 15 we Wrocławiu, godz. 16 – półfinały (bilety 6 zł).

KOSZYKÓWKA
Torell Basket Liga: CCC Polkowice – Meblotap AZS Chełm, hala ul. Dąbrowskiego, godz. 18.

I liga mężczyzn: Górnik Wałbrzych – Viking Gdynia, hala ul. Wysockiego, godz. 17.

II liga mężczyzn: Sudety Jelenia Góra – Legion Legionowo, hala ul. Sudecka, godz. 15.

O wejście do I ligi: Orzeł Polkowice – Żaba GOKiS Kąty Wrocławskie, Zespół Szkół w Chocianowie ul. Kolonialna, godz. 15.30.

NARCIARSTWO KLASYCZNE
Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików i Juniorów Młodszych w Biegach Narciarskich, Polana Jakuszycka, godz. 10.

PIŁKA NOŻNA
Mecze sparingowe: Śląsk Wrocław – Chrobry Głogów, stadion na Niskich Łąkach, godz. 11.
II Dolnośląski Halowy Turniej Piłki Nożnej i Trampkarzy o Puchar im. Włodzimierza Chamskiego, hala w Siechnicach k/Wrocławia, od godz. 9.

PIŁKA RĘCZNA
Ekstraklasa mężczyzn: Śląsk Wrocław – Olimpia Piekary Śląskie, hala Orbita – ul. Wejherowska, godz. 16.
Zagłębie Lubin – Chrobry Głogów, hala al. Niepodległości, godz. 18.
Miedź Legnica – Wisła Płock, hala ul. Lotnicza, godz. 18.30.

Ekstraklasa kobiet: Vitaral Jelfa Jelenia Góra – Pogoń Żory, hala ul. Złotnicza, godz. 17.

SIATKÓWKA
ZEC SV Gwardia – BKS Stal Bielsko-Biała, hala Orbita przy ul. Wejherowskiej, godz. 18.30.

Niedziela, 13 lutego
BOKS
Turniej Grand Prix, hala ul. Krupnicza 15 we Wrocławiu, godz. 12 – finały (od godz. 11.15 występ orkiestry policyjnej, bilety 10 zł).

KOSZYKÓWKA
O wejście do I ligi: Orzeł Polkowice -AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski, Zespół Szkół w Chocianowie ul. Kolonialna, godz. 13.

PIŁKA NOŻNA
Mecz sparing: Śląsk Wrocław – Górnik Polkowice, stadion w Dzierżoniowie, godz. 11.

Autor artykułu: (im)

Dżentelmeni się pogodzili

February 10th, 2005

Jacek Głomb pozostanie na stanowisku dyrektora legnickiego teatru

No więc, panie dyrektorze, do roboty! – Tadeusz Krzakowski zwrócił się do Jacka Głomba. – Ja się pracy nigdy nie bałem – odpowiedział dyrektor teatru.
Prezydent i dyrektor Teatru im. Modrzejewskiej ogłosili wczoraj, że wyjaśnili już nieporozumienia i będą współpracować dla dobra miasta. Oznacza to, że Jacek Głomb pozostaje na stanowisku dyrektora naczelnego i artystycznego teatru. – Choć poważnie rozważałem decyzje kadrowe w teatrze – ujawnił Krzakowski. Prezydent pochwalił sukcesy legnickiego “teatru w drodze”, prezydent postawił przed teatrem nowe zadanie, by podjął on także działalność impresaryjną, w miarę możliwości sprowadzając na legnicką scenę widowiska innych teatrów. Zwłaszcza klasyczne. Legnicki teatr ma się także włączać w przygotowania różnych zdarzeń artystycznych (np. festynów) dla mieszkańców miasta.
Jacek Głomb przyjął te zadania. – Deklaruję współpracę dla miasta z panem prezydentem – powiedział. I poinformował, że podobnie jak w poprzednich latach, wystąpił o dużą dotację z Ministerstwa Kultury.
Konflikt powstał w końcu roku, gdy okazało się, że w projekcie uchwały budżetowej prezydent zapisał dla teatru o 600 tysięcy zł mniej niż wynosiła dotacja w 2004 r. Jacek Głomb powiesił na teatrze czarne flagi, stwierdzając, że polityka miasta prowadzi do upadku sceny, która tak bardzo przysłużyła się promocji Legnicy. W ostatecznej wersji uchwały zapisano co prawda 700 tys. zł rezerwy dla placówek kultury, ale konflikt żył już własnym życiem. Przedstawiciele miasta w mediach sugerowali, że na Głomba czeka wypowiedzenie z pracy, a szef teatru krytykował posunięcia władz miasta.

Autor artykułu: (CH)

Jak psu winda

February 10th, 2005

Spółdzielcze porachunki, czyli za co płacimy czynsz

Osiem złotych i sześć groszy. Tyle miesięcznie właściciel Azora, Rokiego czy Burka płaci spółdzielni Wojewodzianka za to, że jego czworonożny przyjaciel… jeździ na spacer windą. A w spółdzielni ‘Budowlani” zużycie wody zależy od … metrażu mieszkania.

Jak mówią mieszkańcy budynków Wojewodzianki z ul. Powstańców Śląskich rachunki dostają nawet ci, których psy już dawno zdechły. Albo tacy, którzy zwierząt nigdy nie mieli. A ponoć są i tacy, którzy choć mają psa to nic za to nie płacą.

Sami wymyślili
Ci co nie mają zwierząt są zadowoleni. – Przecież jak ktoś ma psa to częściej z nim wychodzi. I częściej jedzie windą – argumentują.
- To absurd. Przecież pies sam na spacer nie jeździ, tylko ze mną. A ja – tak jak każdy lokator – też płacę za jazdę windą 8 zł i 6 gr. . Więc jak cztery razy dziennie zjadę z psem na dół to muszę płacić podwójną stawkę- 16 zł i 12 gr. A jak ktoś jeździ windą dużo częściej niż ja, ale bez psa, to płaci tylko połowę tej sumy- odpowiada pan Stanisław z galeriowca przy ul. Powstańców Śląskich wyprowadzający na spacer brązowego jamnika.
Jak tłumaczy Józef Niżyński, prezes Wojewodzianki opłaty za windę dla właścicieli czworonogów mieszkających w wieżowcach ( spółdzielnia ma ich w całym mieście 15, ale zapis ten nie dotyczy lokatorów z parteru) wymyślili sami mieszkańcy. Taka uchwała zapadła na zebraniu przedstawicieli członków spółdzielni. I teraz co miesiąc w czynszu za psy płaci 156 rodzin.
- Za ich liczenie odpowiedzialni są gospodarze budynków, czasem zgłaszają nam to sami sąsiedzi – mówi prezes Niżyński.
Przyznaje, że mogą zdarzyć się pomyłki. – Jeśli komuś zdechł pies, a my nadal żądamy pieniędzy niech nam to zgłosi. Przestaniemy naliczać – zapewnia.

Większy pokój, więcej wody
Maria Ochman z ul. Jabłecznej od wielu miesięcy walczy ze spółdzielnią Budowlani. Nie ma w domu liczników zużycia wody. Ale nie płaci wcale za nią według obowiązujących norm (czyli od ilości osób zameldowanych w mieszkaniu), tylko od każdego metra kwadratowego swojego mieszkania. A, że ma lokum duże, to spółdzielnia naliczyła jej już blisko 2,5 tysiąca zł. zaległości, których odbiór zleciła firmie windykacyjnej.
- Zgodnie z normami powinniśmy dzienni zużywać ok. 500 litrów wody. Z obliczeń spółdzielni wynika, że zużywamy jej ponad 2,5 tys. litrów – denerwuje się lokatorka.
Elżbieta Kityńska, prezes stowarzyszenia praw obrony lokatorów przyznaje, że przykładów na nieuzasadnione opłaty czy sposób ich naliczania we wrocławskich spółdzielniach można znaleźć dużo więcej.
- Tak jak na Kozanowie, gdzie władze spółdzielni postanowiły ubezpieczyć wszystkie mieszkania, bez pytania lokatorów o zgodę – opowiada.
Przyznaje, że sposób naliczania opłat za wodę w zależności od wielkości mieszkania jest absurdalny. Nie przekonuje jej argument Andrzeja Stefanickiego, przewodniczącego rady nadzorczej Budowlanych. Tłumaczy on, że często w danym mieszkaniu żyje więcej osób niż jest tam zameldowanych. I na podstawie zameldowania nie można naliczać opłat. – Ustalić ile osób jest w danym mieszkaniu to żaden problem. W prawie spółdzielczym wyraźnie jest zapisane, że spółdzielca ponosić ma rzeczywiste koszty eksploatacji mieszkania – przekonuje Kityńska.

Jak bronić się przez absurdalnymi opłatami w spóldzielniach?
Przede wszystkim chodzić na zebrania na których zapadają decyzje dotyczące spółdzielni. Lub wybierać na nie swoich zaufanych reprezentantów.
- Uchwały władz zawsze można zaskarżyć do sądu. I on rozstrzygnie czy są zgodne z prawem. Ale niestety większość mieszkańców nie interesuje się tym co dotyczy ich spółdzielni do czasu gdy nie poczują konsekwencji pewnych decyzji. A wtedy na odwoływanie się do sądu jest już za późno, bo uchwały nabierają mocy prawnej – tłumaczy Elżbieta Kityńska.
A wtedy trzeba czekać do kolejnego zebrania spóldzielców. I próbować przekonywać sąsiadów do zmiany przepisów obowiązujących w naszej spółdzielni.

Autor artykułu: Krzysztof Kamiński

Córka byłego posła skazana

February 10th, 2005

Pierwsze wyroki w aferze korupcyjnej Zenona M.

Od roku do czterech lat więzienia w zawieszeniu i blisko 100 tys. zł grzywny – taki wyrok wydał wczoraj wrocławski sąd wobec ośmiu oskarżonych w procesie o łapówki i wyłudzenia.
Skazani to część z 22 osobowej grupy bankowców, szefów zakładów pracy chronionej i urzędników Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych zasiadających na ławie oskarżonych razem z Zenonem M. – byłym posłem i sponsorem drużyny koszykarzy Śląska Wrocław. Cała ósemka ( w tym córka Zenona M.) dobrowolnie poddała się karze. Dlatego sąd mógł skazać ich bez przeprowadzania procesu.
Zenon M. i pozostali, którzy nie przyznają się do winy, staną przed sądem na początku marca. Byłemu posłowi prokuratura zarzuca wyłudzenie ok. 40 milionów złotych podatku VAT i kredytów bankowych. Ale odpowie on też za to, że w grudniu 2000 roku podczas brawurowej ucieczki przed policją potrącił jednego z funkcjonariuszy.

Autor artykułu: (kam)

Umierająca dyscyplina

February 9th, 2005

Tylko 56 zawodników we wrocławskiej Grand Prix

Po upadku ligi pięściarskiej, turnieje Grand Prix (punktuje się w nich osiągnięcia poszczególnych bokserów jak i całych klubów) miały uleczyć tę umierającą w Polsce dyscyplinę sportową. Obietnic pomocy ze strony nowego zarządu PZB było co niemiara. Gwardia Wrocław ambitnie porwała się więc na organizację pierwszej GP. A skończyło się na tym, że sama musiała monitować inne kluby i okręgi pięściarskie. Te z kolei zlekceważyły imprezę. Np. reprezentanci Polski Damian Jonak i Mariusz Welc sami zgłosili się do wrocławskich organizatorów w ostatniej chwili, bo górnośląski OZB nie raczył ich nawet poinformować o tym turnieju!
Nowy prezes PZB Adam Kusior obiecywał, że na wszystkie GP załatwi transmisje telewizyjne i strategicznego sponsora. Tymczasem, telewizję Polsat na niedzielne wrocławskie finały ściągnął prezes sekcji boksu Gwardii Jacek Wąsowicz. A sponsora ani widu, ani słychu. No i oczywiście centrala śle regulaminy, z których wynika, że Gwardia na turnieju GP powinna ugościć i opłacić aż 10 sędziów i delegatów PZB (centrala na ten cel daje 5 tys. zł, a koszty są dwa razy wyższe).
Do wrocławskiego turnieju zgłosiło się 56 zawodników, czyli dwa razy mniej niż na indywidualne mistrzostwa Polski. W wadze papierowej od razu będziemy mieli finał, ale w kategorii 64, 69 i 91 kg wystąpi po ośmiu wojowników. Ćwierćfinały rozpoczną się w piątek od godz. 17 w hali przy ul. Krupniczej i w ramach promocji wstęp dla kibiców będzie wolny. W sobotę półfinały od godz.16 – bilety po 6 zł. A w niedzielę od godz. 11.15 występ policyjnej orkiestry i pokazy. Od godz. 12 do 14.30 finały, transmitowane na żywo w Polsacie Sport. Bilety po 10 zł. Trener Ryszard Furdyna wystawi 12 – osobową silną reprezentację Gwardii na czele z powracającym na ring Rżanym.

Zastaw się, a postaw?
Skoro ten turniej obchodził PZB tylko pod tym względem, jak będą ugoszczeni jego sędziowie i oficjele, nie interesował okręgowych związków pięściarskich ani sponsorów (ci ostatni, widać, nie lubią tego sportu), to chyba lepiej było wycofać się z organizacji Grand Prix. Na konferencji prasowej dyrektor Fiedorow mówił przecież o trudnej sytuacji klubu z powodu długów sekcji siatkówki męskiej, sekcja pięściarska z braku środków usycha. Owszem, Fiedorow, Wąsowicz czy Nałęcki to gwaranci sukcesu organizacyjnego, a Furdyna sportowego. Tylko co dalej? Ponoć turniej GP pochłonie 20 tys zł. Czy więc będzie to uroczysta stypa wrocławskiego boksu?

Autor artykułu: (B)

Zginęli pod Samotnią

February 9th, 2005

KARKONOSZE Mimo błyskawicznej akcji ratunkowej, nie udało się uratować ofiar żywiołu

Lawina przysypała dwóch ratowników GOPR w Kotle Małego Stawu, w pobliżu schroniska Samotnia. Przez kilka godzin ich koledzy rozkopywali zwały śniegu, ale życia im nie uratowali

Mateusz H. (22 lata) i Daniel W. (31 lat) zjeżdżali na nartach w zamkniętym dla ruchu narciarskiego tzw. żlebie slalomowym w Kotle Małego Stawu. Przed wyruszeniem w góry w zeszycie dyżurów w stacji GOPR w Karpaczu zapisali: wyjście na dyżur patrolowy.
- Około godziny 11.30 zobaczyliśmy, że żlebem zjeżdża dwóch narciarzy, przyglądaliśmy się im przez chwilę. Stanęli w połowie żlebu. Masy śniegu ruszyły po kilku minutach. Ludzie natychmiast zniknęli pod jego powierzchnią. Nie mieli szans na ucieczkę – mówi Tomasz Grzywacz, który oglądał dramat spod schroniska Samotnia.

Na pomoc zasypanym natychmiast wyruszyła grupa wykładowców z Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego i Turystyki, którzy przyjechali w Karkonosze na uczelniany obóz. Przez telefon zawiadomiono też GOPR.
- Sądziliśmy, że na lawinisku usłyszymy jakieś dźwięki, które pomogłyby ustalić położenie ludzi pod śniegiem. Panowała jednak cisza. Śnieg był zresztą tak zbity, że gołymi rękami nie bylibyśmy wstanie ich wykopać – mówi jeden z wykładowców.
Po około 30 minutach na miejsce przybyli pierwsi wezwani ratownicy. Krzysztof Czarnecki, szef wyszkolenia grupy, zjeżdżając na nartach do miejsca tragedii spowodował zejście drugiej lawiny. Ta poturbowała go na tyle mocno, że musiał trafić do szpitala. Obecnie jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Tuż po przybyciu polskich ratowników na miejscu zjawili się także ich koledzy z czeskiej Horskiej Sluzby. Ściągnięto też do pomocy kilkunastu strażaków z jeleniogórskiej straży pożarnej.

Elektronika nie wystarczy, znalazł ich pies
Choć obaj zasypani mieli przy sobie tzw. lawinowe pipsy, które pomagają w lokalizacji ludzi pod śniegiem, nie udało się ich szybko odnaleźć.
- Urządzenia wskazywały na obszar o promieniu 35 metrów. Dopiero mój pies wskazał dokładne miejsce – mówi Jacek Kieżuń ratownik GOPR.
Pierwszego z zasypanych wydobyto po półtorej godzinie akcji. Był zasypany pod ok. 6-metrową warstwą śniegu. Nieprzytomnego Daniela ratownicy reanimowali przez ponad pół godziny, na zmianę wykonując mu masaż serca.
W tym czasie kilkunastu innych goprowców przekopywało zwały śniegu w poszukiwaniu Mateusza. Udało się go odnaleźć po 40 minutach od czasu znalezienia pierwszego z ratowników.
Mimo reanimacji, żaden z poszkodowanych nie odzyskał przytomności. Daniela W. do jeleniogórskiego szpitala zabrał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ratownik zmarł, gdy dotarł do lecznicy. Mateusza H. odtransportowano jednym z dwóch śmigłowców czeskiej policji, które także wzięły udział w akcji ratunkowej. Poleciał on do szpitala w Hradcu Kralove. Tam, około godziny 18, Mateusz zmarł.

Pierwszy stopień
W Karkonoszach obowiązywał wczoraj pierwszy, w pięciostopniowej skali, stopień zagrożenia lawinowego. Jednak w trakcie akcji ratunkowej obawiano się, że w każdej chwili mogą zsunąć się kolejne masy śniegu, które jeśli by do tego doszło, przysypałyby pracujących na lawinisku ratowników.
- Mogły je wywołać krążące nad tym miejscem śmigłowce – tłumaczy ratownik Jerzy Borys.
Kocioł Małego Stawu należy do miejsc szczególnie zagrożonych występowaniem lawin, choć żleb slalomowy to miejsce względnie bezpieczne. Odbywają się tam nieraz zawody narciarskie. To prawdopodobnie uśpiło czujność zasypanych przez lawinę ratowników.
- Zwykle lawiny zasypują ludzi przy ładnej pogodzie i przy niewielkim zagrożeniu lawinowym. Czwarty i piąty stopień wywołują strach i tym samym większą ostrożność – uważa ratownik Andrzej Brzeziński.
Dokładne przyczyny wczorajszej tragedii wyjaśni śledztwo, które już rozpoczęła prokuratura.
Naczelnik grupy karkonoskiej GOPR Maciej Abramowicz nie potrafi wyjaśnić, dlaczego ratownicy znaleźli się w zamkniętym dla turystów terenie.
- Na pewno nikt im nie wydał polecenia, by udali się w to miejsce. Dyżur patrolowy polega na patrolowaniu szlaków i nartostrad. W żlebie slalomowym ich nie ma – tłumaczy Maciej Abramowicz.
Naczelnik zastanawia się czy nie wydać swym ratownikom zakazu wchodzenia zimą do Kotła Małego Stawu. •

Lawiny w Karkonoszach
Około 150 metrów od miejsca wczorajszego dramatu, dwa lata temu 7 lutego zginął ratownik. Do tragedii doszło podczas szkolenia, w którym brało udział 21 ratowników górskich z Polski i Niemiec. Na wchodzących po lodowej ścianie wspinaczy, korytarzem Rzepióra zeszła śnieżna lawina. W jej zasięgu znalazło się pięć osób. Cztery, choć poważnie ranne, przeżyły.
Najtragiczniejszym zdarzeniem w 50-letniej historii grupy karkonoskiej GOPR był wypadek w Białym Jarze, do którego doszło 20 marca 1968 r. Zginęło wówczas 18 turystów z ówczesnego ZSRR oraz ich polski pilot. Grupa weszła na szlak zamknięty ze względu na zagrożenie lawinowe. Wtedy zboczem Białego Jaru zeszła lawina.
Inna tragedia w polskich Karkonoszach zdarzyła się w grudniu 2001 r. Lawina zasypała wówczas dwoje narciarzy w kotle Łomniczki. Podczas 12-godzinnej akcji ratunkowej udało się odnaleźć zasypanych ludzi. Jedna z nich zmarła.

Autor artykułu: Rafał Świecki

Oława. Aukcja dla dzieci

February 9th, 2005

Sześć tysięcy złotych zebrał oławski dom dziecka na sobotnim balu charytatywnym. Podczas trwającej do białego rana zabawy pod młotek poszły dziesiątki obrazów i rzeźb autorstwa dolnośląskich artystów, upominki od znanych oławian i fanty podarowane przez okoliczne firmy. Nie wszystkie udało się sprzedać. Te, które nie znalazły nowych właścicieli będą sprzedane za rok.
- Taki bal organizowaliśmy już po raz dziesiąty – podkreśla Renata Zalewska, dyrektor domu dziecka w Oławie. Dzięki pieniądzom zebranym przed rokiem udało się usprawnić funkcjonowanie grup, w których wychowankowie domu dziecka uczą się samodzielnego życia.
- Pieniądze zebrane w tym roku chcemy przeznaczyć na remonty naszych pomieszczeń i zakup wyposażenia – mówi Zalewska.

Autor artykułu: (MIG)